czwartek, 26 grudnia 2013

Dzierganie w PRL

Moja przygoda z rękodziełem zaczęła się w 80-tych latach, 
a może jeszcze wcześniej.
Czy pamiętacie Anitex? Oj, nadziergałam się sweterków z tej włóczki.
I wełna owcza, drapiąca, ciepła, nierówna z sianem wkręconym w nitkę?!!!
Dziergałam z przyjemności samego dziergania, ale również z konieczności.
Sklepy świeciły pustkami, albo dziewiarstwem masowym, 
a ja chciałam mieć coś swojego, niepowtarzalnego.

I oto moja rodzicielka odwiedziła mnie w sweterku mojej produkcji.


Jestem zaskoczona swoją własną techniką dziergania, a przecież nie było internetu, kolorowych czasopism dla dziewiarek. Uczyłyśmy się od siebie, podpatrywałyśmy ściegi na sweterkch w zatłoczonych autobusach, wymieniałyśmy się wzorami rozpisanymi na kartkach.


Rękawy wrabiałam na prosto, chociaż pamiętam, że wyrabiałam również 
główkę rękawa. Nie wiedziałam wówczas, że można zrobić sweterek 
w całości, więc wszystko pracowicie zszywałam.


I zbliżenie, popatrzcie jakie piękne bąbelki, jestem zachwycona.


I teraz powrót do obecnych czasów, skończyłam dla mojej rodzicielki ocieplacz.
Miał być koniecznie w liliowych kolorach i "nie taki duży"


Troszkę pokombinowałam ze ściągaczami.


Dla Basi zdjęcie mojego makowego tortu.
Tort jest przełożony własnej roboty konfiturą pomarańczową
i obficie nasączony likierem pomarańczowym.


A tło to własnoręcznie wyhaftowany obrus, ma też około 30 lat.
Jest duży i ma szachownicę gdzie białe pola mają różyczkę.

9 komentarzy:

  1. Ale się wspominkowo zrobiło :))) W tamtych czasach żeby się ładnie, ciekawie ubrać, trzeba było nie tyle mieć kasę, co pomysł i zręczne ręce... też robiłam z kryzysowych włóczek takie cuda z warkoczami, bąbelkami, aplikacjami, też wszywałam rękawy, też nie znałam różnych dziewiarskich sztuczek, ale ciuchy miałam można powiedzieć haute couture, bo projektowane i produkowane w pojedynczych egzemplarzach :)))
    Piękny ten sweter dla mamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powspominać warto. Sweterek faktycznie wyszedł i jest noszony a to najważniejsze.

      Usuń
  2. Wprawdzie to wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości, ale pamiętam i anilanę, i śmieci wydłubywane z wełnianej nitki. Wiskozę jeszcze pamiętam, która po pierwszym praniu stawała się bezkształtnym worem i Mama Ma nauczyła mnie robić ją z maszynową nitką, żeby jednak trzymała formę, choć mniej więcej :)) Dziewiarskich sztuczek nie znałam żadnych! :))))
    Sweterek robi wrażenie, Te bąbelki wyglądają perfekcyjnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A łączenia z nitką nie znałam. Ja najbardziej lubiłam Anitex, ale nie mam pojęcia co jest w jego składzie. Pewnie duźo sztuczności z bawełną.

      Usuń
  3. Mam tak samo - zastanawiam się skąd znałam pewne techniki kiedyś i że chciało mi się dłubać pieczołowicie np rękawiczki z pięcioma palcami na pięciu drutach i w dodatku mieszając różne kolory. Nie przyszłoby mi do głowy, że można zrobić cały sweter od góry i bez zszywania, a jednak potrafiłam tak pozszywać, że wyglądało idealnie. Uczyłam się z książek i niemieckich gazet. Kiedyś również szydełkowałam i haftowałam, dzisiaj kompletnie tego robię. Nie zachował się żaden mój sweter, ale mam kilka zdjęć i na nich widzę całkiem inną siebie :))) To niesamowite, że Twój sweter nadal tak świetnie wygląda. Wykonałaś go wspaniale !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zasługa mojej rodzicielki i jej przepastnych szaf.

      Usuń
  4. Miło czyta się jak to kiedyś było, mam też nieodparte wrażenie, że Polki są nad wyraz zaradne od zawsze! I już ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń